Olo nienawidzi was wszystkich.

Jest kilka rzeczy, których się nauczyłem podczas podróży przez ten jeden wielki niezaplanowany przez nikogo przypadek zwany życiem.

Po pierwsze: Największym paradoksem w życiu człowieka jest fakt, że wszystko co osiągnie w życiu jest gówno warte, jeśli nie uczestniczą w tym inni ludzie.
Nawet największy sukces nie ma znaczenia, jeśli nie mogę się nim podzielić z bliskimi, jakkolwiek by ich nie definiować.

Po drugie: Wszystko co człowiek robi w życiu ma na celu zaspokojenie jego najbardziej egoistycznych potrzeb.
I nie ma co się rozwodzić nad altruizmem Matki Teresy, bo wszystko co robiła innym ludziom, robiła by poczuć się lepiej sama z sobą.

Po trzecie: Kiedy kończę na dole żadnej frajdy nie sprawia mi wyciąganie włosów łonowych spomiędzy zębów.
Zdecydowanie mówię tu o kobiecie zadbanej u szanującej siebie i swojego kochanka, bo pewnych zasad trzeba przestrzegać.

Najważniejszym jednak pytaniem jest:
dlaczego bycie dobrym, wrażliwym i ustępliwym tak straszliwie upośledza?


I po jaką cholerę każdemu wciska się do głowy ten sam kit, jeśli te bzdury nie pomagają nikomu w życiu? Dlaczego, pomimo tak krótkiej średniej długości życia, zabija się w ludziach to co dla nich najważniejsze, najpiękniejsze? Bo co jest ważniejszego od dążenia do zaspokojenia swoich potrzeb, do szczęścia?

Jest to fantastyczny powód, by nienawidzić ten świat, ta cała obłuda, ohydne, upośledzające dogmaty. Nie, nie potrafię go takiego pokochać, żyjąc w państwie, w którym skrajny masochizm ceni się bardziej niż realizację jednostki, osiąganie przez nią konkretnych celów prowadzących do spełnienia jej potrzeb. W państwie, które przymusowo okrada swoich obywateli, kiedy nie mają oni żadnej alternatywy względem tego co mogą robić ze swoimi pieniędzmi przeznaczonymi na emeryturę i ubezpieczenie. W państwie narzucającym konkretny światopogląd, każącym odpoczywać według kalendarza i smucić się z powodu katastrof budowlanych lub niepotrzebnie ograniczać przez rychłe urodziny jakiegoś Żyda sprzed paru tysięcy lat.
Żyda rozbijającego rodziny swoich uczniów, którego antyseksualni kapłani nauczają własnych wartości prorodzinnych nie bacząc przy tym na praktyczną przydatność swoich nauk. Niestety jest na co baczyć, ponieważ pójście za polsko-prokoscielną nauką nie zaowocuje szczęśliwymi, dopasowanymi pod najważniejszymi względami związkami tylko pełnymi kompleksów i problemów patologiami jak ze wspomnianego punktu trzeciego lub co gorsza, opozycyjnym stanowiskiem w kwestii popuszczenia szpary na pierwszej randce.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież