Od jakiegoś czasu głośno jest o chorobie lidera wymiernie najlepszego polskiego zespołu Behemoth, Adama Nergala Darskiego.

Jakiś czas temu napisał oświadczenie:
"Nie chcę was zanudzać szczegółami, ale nie mogę dłużej ukrywać faktu, ze jestem poważnie chory i czeka mnie wieloetapowe leczenie, które może potrwać nawet do kilku miesięcy. (...) Wiem, ze nie są to dla Was najlepsze newsy ale zdrowie jest najważniejsze. Czeka mnie niełatwy okres i dużo pracy ale stal hartuje się w ogniu, czyż nie? Znacie mnie na tyle, że wiecie, ze wyjdę z tego silniejszy niż kiedykolwiek. (...) W tej chwili czuje się dobrze, moja głowa jest sfokusowana na walkę z chorobą, wszystko jest pod kontrolą fachowego personelu. Mam przy sobie najwspanialszą i kochającą kobietę, rodzinę, zespół, menagerow i ludzi z firm wydawniczych, którzy robią wszystko żeby mnie wspierać. Nie proszę o więcej jak tylko o odrobine cierpliwości. Chciałbym dodać, iż fakt, ze w najbliższym czasie nie będziemy koncertować nie oznacza ze przechodzimy w stan hibernacji. (...) To by było na tyle będziemy na bieżąco informować was o tym co się dzieje w naszym obozie. Rogi w górę!"
www.behemoth.pl


Oczywiście poza normalnymi, dobrymi ludźmi, poruszone tym faktem zostały środowiska katolickie. Nergal znany jest wśród nich z tego, że nie boi się mówić głośno o swoich religijnych antypatiach, co bardzo im się nie podoba. Ale temat ten poruszałem innym razem.

Teraz chodzi o coś innego. Zbawiciele świata widzą w chorobie biednego człowieka kolejny powód do wyładowania swoich frustracji.


O życzeniu zdrowia:
A czemu ? Być może choroba to dla niego szansa, tak jak dla każdego z nas by przemyśleć co naprawdę w życiu jest ważne ? Coś o czym normalnie w biegu życiu nie myślimy?[/]
I inny:
Ja nie życzę mu powrotu do zdrowia. Życzę mu nawrócenia i zbawienia. Cóż mu po zdrowiu, skoro zatraci swoją duszę?
Ale u Boga wszystko jest możliwe. Jest taki błogosławiony Bartolo Longo. On był spirytystą i kapłanem szatana we Włoszech w XIX wieku i nawrócił się tak mocno ( poprzez różaniec ) że został błogosławionym.

forum.wiara.pl/viewtopic.php?f=9&t=25849]



Inne katolickie media, nie tylko anonimowe fora dyskusyjne, również podłapują temat:
Czy jest nadzieja dla Nergala?(...)Jest, i to bardzo duża. Co więcej, nie tylko dla poprawy jego zdrowia fizycznego, ale także jego duchowości. - Gdy przebywałem w szpitalu, moi bracia pocieszali mnie, że Pan Bóg nigdy nie życzy niczego złego grzesznikowi - mówi portalowi Fronda.pl Robert "Litza" Friedrich. (...) Gdyby nie moja choroba, nigdy nie wstąpiłbym na Drogę Neokatechumenalną - dodaje artysta.

(...)Także Dave Mustaine, lider zaliczanego do "Wielkiej Czwórki" thrash metalu grupy Megadeth, w 2002 roku wrócił do Chrystusa po tym, jak wypadek spowodował, że nie mógł nawet zacisnąć dłoni w pięść - nie mówiąc już o grze na gitarze. Zastanowienie przyszło, gdy wchodził na pewną górę. - Na szczycie stał krzyż. Patrzyłem na ten krzyż i powiedziałem kilka prostych słów: Co mam do stracenia? I wtedy całe moje życie się zmieniło - mówił dziennikarzom o swojej przemianie.
(...)

Alice Cooper to z kolei człowiek, który kilkanaście lat wcześniej pomógł Mustaine'owi i muzykom Megadeth wyjść z alkoholowego nałogu. Sam powrócił do Chrystusa, gdy walczył z uzależnieniem i dziś twierdzi, że jego powołaniem jest mówienie, że Szatan nie jest mitem. (...)

W przypadku Litzy, Mustaine'a i Coopera, choroba spowodowała zwrócenie się w kierunku poważnych kwestii duchowych. Choć ciężko porównywać "niegrzecznych" metalowców do nieprzejednanego wroga Boga i Kościoła, jakim jest Nergal, to być może jego poważna choroba będzie początkiem jego nawrócenia. - Czeka mnie niełatwy okres i dużo pracy ale stal hartuje się w ogniu, czyż nie? Znacie mnie na tyle, że wiecie, ze wyjdę z tego silniejszy niż kiedykolwiek - mówi wokalista i gitarzysta Behemotha. Silniejszy Bogiem?

- Życzę chłopakowi wszystkiego dobrego - mówi portalowi Fronda.pl Litza po tym, jak dowiedział się o chorobie Nergala. W jego trudnej sytuacji pomóc mu może także modlitwa tych, których uważa za żywcem wyciągniętych z "mrocznego, zabobonnego" średniowiecza.

fronda.pl/news/czytaj/nadzieja_dla_nergala


Sam zainteresowany całą sprawę komentuje na swojej stronie w ten sposób:

"Nigdy bym nie przypuszczał, ze moja choroba może się stać dla pewnych osób pretekstem do prowadzenia swojej własnej krucjaty. Głosy o tym, że moja obecna sytuacja może mnie rzekomo zbliżyć do Boga, sprawić, że odrzucę swoje ideały i ugnę kark przed jedynym słusznym w tym kraju światopoglądem, nie tylko zaskoczyły mnie, ale i przeraziły. To typowy przykład cynicznego wykorzystywania cudzego nieszczęścia dla zbijania dodatkowego kapitału dla swoich własnych poglądów. Zachorował, na pewno nawróci się, odkryje, ze religia chrześcijańska, z którą tak zajadle walczy, stanie się mu bliska Stop! Dlaczego choroba miałaby w jakikolwiek sposób zmienić moją optykę? Owszem, to dla mnie trudny czas i trudno mi uniknąć myśli o tym, co ostateczne, ale pomysł, że pod wpływem cierpienia zmienię moje poglądy, priorytety i wartości brzmi tak, jakby ktoś uznał, że nie moje ciało, a moja głowa była zaatakowana przez chorobę. Sugestie jakobym miał lub mógł się nawrócić są wiec zwyczajnie śmieszne...bo niby ku czemu? Ostatecznie znam dość dobrze - i to nie tylko w literackim wydaniu - chrześcijańską mitologię i nie znajduję tam nic dobrego, kreatywnego czy pięknego. Czytałem lepsze książki niż Biblia, czytałem tez mądrzejsze. Wojna, krew, szantaż, gwałty, kazirodztwo, pedofilia, zoofilia, kolaboracja, zdrada... zło wyziera z każdej strony. Ktoś przyjdzie i powie, że nie rozumiem przesłania Biblii, a ja mu odpowiem, ze to on nie rozumie, iż chrześcijaństwo to nic innego, jak zardzewiała i archaiczna budowla, która lada moment zwyczajnie się zawali, a trwa wciąż tylko dlatego, ze istnieją naiwni, którzy, niczym owce, ślepo podążają za głosem swoich pasterzy. Bez pytań, bez zastanowienia, z mojej perspektywy nie do żadnej ziemi obiecanej, a na intelektualną rzeź. Dlatego też tym wszystkim, którzy w mojej chorobie wietrzą szanse dla złamania moich wartości, a więc i mnie samego, odpowiadam po raz pierwszy i ostatni i wyjątkowo krótko: po moim trupie!"
www.behemoth.pl


Teraz po tym wszystkim kolejny już raz zastanawiam się nad pytaniem, czy regres intelektualny jest możliwy?

Człowiek się rodzi ateistą. Pustą, niezapisaną kartką. Poza podstawowymi instynktami typu 'nie jedz własnych odchodów albo tego co strasznie śmierdzi' nie wie o świecie praktycznie nic. Ma jednak do przyswojenia ogromne zasoby informacji w strasznie krótkim czasie. Tym samym skonstruowany jest tak, że nie kwestionuje tego, czego się go uczy w początkowym stadium rozwoju. Jest całkowicie ufny wychowawcom, inaczej by nie przeżył. Wtedy właśnie uczy się gówniarza mitów i wierzenia w to, że te mity są prawdziwe. Zarówno mity o bogu jak i o Świętym Mikołaju. Wierzy we wszystko. Po jakimś czasie tłumaczy mu się, że Mikołaj to jaja, ale o tym, że Bóg to jaja musi się już dowiadywać sam. Wielu w okresie parunastu lat, w okresie buntu przeciwko całemu światu, odrzuca religie, głównie na podstawie przemyśleń, nonkonformistycznej postawy. Jest to świadomy wniosek.

Podaje się często przykłady nawróconych hewimetalowców, tak jak tych na Frondzie. Z tym, że nie wspomina się, że żaden z nich tak naprawdę nie był ateistą a zwykłym wierzącym łobuzem. Umocnienie wiary i odwrócenie jej biegunów w wypadku mało bystrych ludzi nie wydaje mi się niczym niezwykłym.

Nawrócenie nie jest niczym innym jak umocnieniem się w wierze. Naiwnym jest myśleć, że dorosły facet, świadomy ateista, odrzuci logikę i wróci do tego w co wierzył jako ośmiolatek.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież