Pierwszy raz jestem pozytywnie zaskoczony Światkami Jehowy, którzy mnie dzisiaj odwiedzili. Zaskoczony pozytywnie, bo wyjątkowo obeszło się bez wrogości, bez rękoczynów a i pożegnaliśmy się w miłej atmosferze. Ogólnie zachowywali się, o dziwo, jak humaniści a nie chrześcijanie. Tylko byli głupsi.

Z miesiąc temu zaczęli przychodzić. Powoli wpadali na pięć minut co jakiś czas, żeby pogadać w progu o wybranych fragmentach Biblii. Tzn rozmową tego nazwać nie można, bo przebiegała bardziej na zasadzie:

-Co pan sądzi o stwierdzeniu, że Jehowa...
-...
-Mhm, tak, ale również mówi o, może umówimy się za tydzień a my w tym czasie zostawimy panu do poczytania...

Przy pierwszym spotkaniu spytałem, czy mają Biblię, bo właśnie miałem sobie kupić egzemplarz do hejtowania na blogasku. Przynieśli mi Biblię Przekładu Nowego Świata. Myślałem sobie, że luz, że parę zmian w stosunku do katolickiej (bo to katolicką do hejtowania potrzebuję, bo przecież jestem, jeszcze, katolikiem) nie zaszkodzi, ale język jakim jest napisana mnie przeraża. Chyba tylko Biblia W Obrazkach Dla Dzieci jaką widziałem w Empiku jest pisana bardziej infantylnie niż to. Jeśli znajdę w sobie siłę, to napiszę o tym więcej.

Po jakimś czasie nachodzenia udało nam się w końcu usiąść i pogadać dłużej.

Na pierwszy ogień miły pan zaproponował poruszenie tematu seksu przedmałżeńskiego. To było fajne, gdy tłumaczył, że seks nie jest najważniejszy, ale nie potrafił powiedzieć, że nie jest jedną z najważniejszych rzeczy w związku. Wspominał o tym, że nie powinien być powodem rozpadu związków z powodu różnic temperamentów, jednak nie potrafił nic odpowiedzieć na to, że tak naprawdę nie ma co się kurczowo trzymać ludzi, z którymi przestała nas już łączyć jakąś zażyłość. Tutaj proponował ciągłą pracę nad związkiem jako gwarant sukcesu. Nieważne zatem jak bardzo się nie dogadujesz, jak się frustrujesz i nienawidzisz partnera, ważne, że pracujesz.To co fajne się dowiedziałem, że wg Biblii kobieta jest zobowiązana dawać swojemu partnerowi, kiedy tylko sobie zapragnie. How Cool is that? Kolejny nakaz, który powinien być oczywistą oczywistością typu 'po sraniu wytrzyj dupę'.Stąd przeszliśmy do Drzewa Życia, gdzie pani ładnie to opisała, że gdy matka mówi do dziecka "Nie siadaj na krześle, bo ci się złamie kręgosłup", to dziecko nie powinno siadać, bo coś mu się stanie. Proste. Jednak, jeśli wszyscy pamiętamy, tutaj argumentacja boska była raczej chwytem typu "Nie siadaj na krześle, bo ci połamię kręgosłup". Nie dowiedziałem się tu, dlaczego bóg był takim despotą, natomiast dowiedziałem się, że Aniołowie mają wolną wolę. Myślałem, że nie mają, to do sprawdzenia.Tutaj weszła teza o tym, że bóg jest jedyną drogą do szczęścia. Stwierdziłem, że oczywiście, że nie, bo idea grzechu pierworodnego jest sprzeczna z dążeniem do szczęścia.Po tym padło wprost pytanie, czy jestem zainteresowany spotykaniem się co jakiś czas na pogaduszki na temat Księgi. Wyjaśniłem, że jestem niewierzący a religię traktuję bardziej jako hobby. Przeprowadziłem tu krótki, acz intensywny wykład na temat tego jak traktuję biblię, że uważam ją, po lekturze, za jedną z najbardziej złych i wulgarnych książek przesiąkniętych nienawiścią i nacjonalizmem.

Najzabawniejsze w całym spotkaniu chyba było argumentowanie mojego sprzeciwu wobec argumentacji kreacjonistycznej. Nie trzeba być geniuszem, żeby zauważyć, że najmocniejszym argumentem ich, w zasadzie jedynym, jest to, że jeśli nauka nie potrafi czegoś wytłumaczyć, to znaczy, że jest to dzieło boga, bo idea boga potrafi. Stwierdziłem jednak, że w dobie informatyzacji i tak wszystkie te kreacjonistyczne argumenty są regularnie podważane przez ateistów i każdy praktycznie kreacjonistyczny film ma odpowiedź, która go gwałci merytorycznie bez smarowania osikowym kołkiem. Na to usłyszałem odpowiedź, że, uwaga, w dobie Internetu jesteśmy zalewani informacjami i już nie wiemy komu wierzyć, dlatego musimy się dowiedzieć, bo by powiedział bóg na to. No jak to co by powiedział? Od razu mi się to kojarzy z Encyklikami Jana Pawła I.

Równie zabawne były smutne miny podczas tego mojego hejtującego wykładu, w którym przytaczałem i Dawkinsa i Nietzsche i Dostojewskiego i innych, kiedy to po grobowej ciszy usłyszałem tylko "Widzi pan, na jak wiele sposobów można interpretować Jezusa".

Na pożegnanie wręczyła mi broszurkę o Biblii.

-Tyle osób za nią ginęło, oddawało życie, palono na stosie, może warto się zastanowić, dlaczego?
-Ależ to kolejny argument za tym, że to nic dobrego, droga pani.


Rozstaliśmy się jednak z uśmiechem i sympatii żyjąc sobie wszystkiego dobrego humanistycznym pozdrowieniem 'udanych poszukiwań'. Domyślam się jednak, że wobec mnie te poszukiwania miałyby oznaczać regres intelektualny i wracanie do boga.
Nie ma tak łatwo! Ostatni raz odwoływałem się do boga na fotelu dentystycznym podczas leczenia kanałowego prosząc, by je skończył. Fakt, że było to 3 dni temu, ale nie zdarza mi się to codziennie, więc można to uznać za margines błędu i pozostałości po przyzwyczajeniach niewolniczej mentalności odwołującej się do wyższego autorytetu w chwili słabości. Fuj.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież