Każdy kto ma Facebooka i co najmniej parędziesiąt znajomych potrafi po jakimś czasie dokładnie prorokować, co znajdzie się na jego tablicy. Na przykład codziennie do mnie docierają
- fotki przeszczęśliwych, obsranych tęczą par wraz z misiakami/słoneczkami/dzieciątkami/psiakami
- skatowane lub i nieskatowane psy potrzebujące domu, im więcej krwi czy zmutowanych ciał, tym weselej w komentarzach
- setka obrazków z kwejka
- trochę metalu, trochę dubstepu
- hejt anarchistów na mięso i lewaków
- zaproszenia do podlewania grządek, hodowania świń i pieczenia ciast
- wpisy ultrakatolików dotyczące seksu, końca świata, narkotyków i problemów z końca świata.

Te ostatnie, zabawne niczym życie erotyczne Maćka z Klanu dostarczają chyba największej, przynajmniej w moim odbiorze, dawki absurdu. Jakiś czas temu trafiłem na przykład na kolejną ironicznie mądrą akcję pomocy Afryce "Czadowa Para".
Akcja polega na tym, że katolickie młode pary rezygnują z kwiatów, które im zazwyczaj przynoszą goście weselni i w zamian za to prosi ich o wsparcie akcji charytatywnej "SOS dla Afryki". Co wspierają? Budowę szkół dla małych Afrykańczyków z Czadu. A raczej, z tego co widzę na zdjęciach, betonowych sześcianów.

Sama prezentacja pomysłu też jest zabawna. Na górze mamy  fotoreportaż "Jak wygląda szkoła w Czadzie?", na dole komputerową symulację "Jak może wyglądać?" Należy na to patrzeć według klucza góra - dół, góra - dół...

 

mudziny

Zestawienie pokazuje, że dzisiaj szkoły wykonane są z naturalnych materiałów, jasne, ze spadzistym dachem. Poniżej proponuje się betonowy kloc bez okien i dachu. Wnętrze szkoły wypełnione jest zainteresowanymi uczniami z dumnym nauczycielem na czele klasy siedzącej w przewiewnym, zadaszonym pomieszczeniu. Symulacja pokazuje, że w przyszłości dachów nie będzie, ewentualnie zostanie zastąpiony drewnianą deską, którą uczniowie będą z uśmiechem trzymać nad głowami innych uczniów. Dalej też niespecjalnie jestem przekonany, czy symulacja jest wystarczająco zachęcająca.

Tak jak stare ludwe przysłowie nakazuje, by nie rzucać pereł między świnie, tak i ja bym nie budował w tym Czadzie murowanych budynków. Czemu? Bo jest to dużo więcej, niż potrzebują. W USA, wspominam, bo amerykańskie seriale zna każdy idiota, powszechnie stawia się TAŃSZE domy z drewna i blachy i ludzie są zadowoleni. I za cenę murowanej budy można postawić ich parę. Taniej i szybciej.

Na dobrą sprawę, jakie plusy ma taka murowana szkoła? Ciemno, nieprzewiewnie, nie można pierdzieć ani patrzeć na srające lwy. Do tego siedząc w takim betonowym klocku tworzy się w małym Murzynku poczucie zamknięcia, uwięzienia. I żaden to argument, że przyzwyczaja ich to do dorosłego życia za kratkami.

Zresztą nie jest podane, czy te 120k zł idzie na jedną szkołę, czy na sieć szkół i w ogóle ile tych szkół ma być i czy przez szkół rozumiemy sztuk jeden. Ze strony dowiedzieć się można, że należy słać im hajs... i w zasadzie tyle.

Chyba mam uraz do katolickich akcji humanitarnych dzięki ostatniemu bojkotowaniu WOŚP przez wiernych wyznawców Kościoła. Przez tych, których bardziej obchodzą porcelanowe pisuary dla dzikich od wsparcia programu zakupu pomp insulinowych dla ciężarnych diabetyczek. Tak jak porcelanowy pisuar w afrykańskiej betonowej szkole żadnego większego pożytku poza chwilowym ugaszeniem pragnienia ówbylców nie przyniesie, tak jest spora szansa, że dzieciaki leczone dzięki pomocy Owsika mogą się w jakimś tam stopniu przyczynić do wzrostu PKB w przyszłości.
Ale z drugiej strony głupio oczekiwać, że urojona moralność uwzględni realne problemy i ich realne rozwiązania. Psy, koty i dzicy zawsze wzbudzały większą litość niż biedne dzieciaki z klatki obok. I pozwalały zagłuszać sumienie.

Czy uważam, że pomaganie Afryce jest złe? Nie. Sam kiedyś puściłem na jakąś akcję esemesa, za namową przyjaciółki. I to bez obietnicy seksu.
Uważam jednak, że złe jest bojkotowanie osób, które starają się naprawić problemy dotyczące na dobrą sprawę również otoczenia tych bojkotujących. To jest złe mówić, że pomoc dla biednej ciężarnej diabetyczki się nie należy, ale za to dla czarnych na końcu świata powinniśmy podnosić poziom ich życia.
Jeszcze, żeby to była konkretna pomoc, jakiej potrzebują. Fabryki, zakłady pracy, podstawowa edukacja bez luksusów, nauka uprawy ziemi. Skoro już obracają się w tej zachodniej cywilizacji to uważam, że powinni być jak cywilizowani traktowani. Nauczeni samowystarczalności. A co dostają? Ryby zamiast wędek. Nażreć ich i rozleniwić. Absurdalne, gdy tysiące lat doskonale sobie radzili pierdząc w chatkach z gówna. Teraz jednak mam wrażenie, że Biały rzeczywiście traktuje ich jak takie zwierzęta. Trzymając ich stadami i rzucając im od czasu do czasu jakieś podłe żarcie. A nie, więcej niż zwierzęta, bo są przecież chrześcijańskie misje. Stawiam, że dlatego wzbudzają takie urocze uczucia w katolikach, bo niepiśmienni dzicy są na ich poziomie intelektualnym i z radością przybiją piątkę kaznodziei za kawałek bułki smarowanej pawianim gównem.

Chrześcijanin dla Afryki - robisz to źle.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież