Jest parę rodzajów blogów. Są te pisane dobrze i mainstreamowo i są te pisane chujowo, które czytają głównie umysłowi onaniści. Są również kiepskie mainstreamowe blogi oraz chujowe, których nikt nie czyta. Ja na przykład wychodzę z założenia, że dobry blog jest jak dobry nauczyciel - tuman go zrozumie a i mądremu nie zaniży poziomu. Że należy prosto i zwięźle przedstawiać konkretne myśli w sposób nieskomplikowany i bezpośredni. Dobrze też, jeśli są podane z humorem.

Nie czytam często Racjonalisty, a jeśli już czytam, to mało kiedy dla samej przyjemności czytania. Zawsze szukałem tam czegoś konkretnego, bo jeśli chodzi o konkretne treści, jest to bardzo wartościowy portal. Tworzą go jednak w dużej części ludzie zdający się pisać sami dla siebie i przyjaciół. Tu przyjaciół niekoniecznie ich czytających.
- Ej, stary, czytałeś ten artykuł co na Racjonalistę posłałem miesiąc temu? Podesłałem ci, ale nie skomentowałeś go jeszcze.
- Ej, tak, zajebisty był, tak.
- Tak? A coś więcej? Co cię w nim najbardziej zaintrygowało?
- Ee, no tego, masz pożyczyć stówę?

Tu chodzi o treść, nie o to, czy ktoś to czyta.

 

Są też wesołe, katolickie blogi. Wesołe, bo jestw nich coś, co przypomina mi te wesołe czasy zaczesu z przedziałkiem, Strażnika Teksasu i frajdy z podpalania różnych rzeczy i ich rozwalania petardami. Czasy, kiedy wszystko było proste, świat był nieodkryty a Słoneczny Patrol był zbyt ciężkim dramatem psychologicznym, żeby wyciągnąć z jego treści coś więcej niż skaczące cycki podczas biegu czy to Pameli Anderson, czy to Davida Haselhoffa. Podobne mam odczucia, kiedy czytam taką Frondę, czyli ludzi żyjących w trochę innym niż ja świecie. Tam nie istnieje problem niedopasowania seksualnego (trudny termin na 'ty chcesz w dupę, ona się brzydzi'), bo się zatrzymało na walce z samogwałtem. Tam nie istnieje problem zrozumienia Króliczej Nory (metafora na fizykę kwantową), bo tam jeden znudzony typ stworzył cały świat w parę dni. Tam nie istnieje problem nietolerancji, bo inność się nienawidzi za inność, bo ten od stworzenia tak powiedział.

Tam wszystko jest proste i życie wraz z myśleniem płynie wolno. Bo po co ma płynąć szybko, skoro od dwóch tysięcy lat (ostatni update) wszystko jest dokładnie wyjaśnione. Oczywiście instrukcja życia została napisana w kiepskim i nieaktualnym języku, więc jedyny wysiłek polega na jej interpretowaniu. Ja tam nie wiem, nie przypominam sobie, kiedy czytałem jakąkolwiek instrukcję poza instrukcją swojej lustrzanki, którą czytałem tylko dlatego, że lubię czytać o lustrzankach. Wszystkie sprzęty biorę na czuja a do instrukcji sięgam tylko jeśli czegoś naprawdę nie mogę zrobić sam. Tutaj, gdy nie rozumiem to interpretuję też tak, by działało. Po czym znowu rzucam instrukcję w kąt. I to starczy.
Podobnie mi się wydaje z interpretacją instrukcji życia z jaką urodził się każdy katolik. Po cholerę to czytać, jeśli wszystko działa samo? Po cholerę to czytać, skoro jest w niezrozumiałym języku? A jeśli już czytam, to po cholerę się w to zagłębiać, skoro na chłopski rozum jakaś tam odpowiedź jest, pedalstwa bóg nienawidzi, więc pedały do gazu!
- Żydy powiedziały, żeby zabić Jezusa, więc myślę, że należy to tak zinterpretować, że Żydów należy nienawidzić, nieprawdaż?
- Niech się zastanowię... tak, masz rację - zadumał się Mel Gibson, po czym wrócił do bicia swojej partnerki.

 

Przecież to takie proste! Takie proste i nieskomplikowane! Przysiądź przez chwilę i zastanów się, katoliku, czemu ktoś miałby nie lubić kościoła? Czemu niby ktoś miałby się nie zgadzać na dofinansowanie lekcji religii? Czemu ktokolwiek w ogóle miałby się zastanawiać nad sensem moralności chrześcijańskiej i mówić o jakiejkolwiek alternatywie? Wszystko te głupie... problemy dorosłych.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież