Czy tylko dla mnie słowo "katolicyzm" ma zabarwienie pejoratywne? Z tego co się orientuję, to nie i wcale mnie to nie dziwi. Każdy bowiem news z życia kościoła katolickiego nadaje się do soczystego hejtu. Prawie każdy. Nawet ten o księdzu, który pomagał ludziom wyjść z nałogu. Bo czy jest to dobre wyciągnąć człowieka z jednego bagna ładując go w drugie? Nie sądzę.

Z czym kojarzy mi się instytucja księdza? Szczerze, to nie znam żadnego, który dawałby dobry przykład niczym pastorzy w amerykańskich westernach. To znaczy znałem jednego. Prowadził spotkania anonimowych alkoholików, gdzie poznał kobietę i skończył z byciem księdzem. Nie dziwi mnie to, bo był po prostu fajnym gościem, a każdy fajny gość przekłada smak cipki nad fujarkę ministranta. Ostatnio mam do czynienia z księżmi trochę więcej niż bym chciał (dlaczego, to mam nadzieję napisać niebawem) i dochodzę do wniosku, że wszelkie żarty o nich nie są przesadzone. Nie wiem jak kiedyś mogłem patrzyć na tych ludzi jak na  jakiś autorytet. Z czasem jednak człowiek dorasta i czuje, że ich autorytarna postawa jest strasznie wymuszona. Są przyzwyczajeni do tego, że ciemny motłoch patrzy na nich jak na prawdziwy łącznik między nimi, a bogiem. Jako na istotę wyższą niż przeciętny człowiek, wyższą, bo od boga namaszczoną. Demigod. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że ów boga zwyczajnie nie ma. Wychodząc z tego założenia zaczynamy dostrzegać, że coś jest nie tak.


W poprzednim swoim wpisie dotyczącym księży doszedłem do wniosku, że każdy ma tam problem ze swoją seksualnością. Nie wierzę w tak zwane "powołanie". Nie wierzę nie tylko dlatego, że nie uważam, by ktokolwiek mógł ich powoływać, ale i dlatego, iż uważam, że księdzem nie zostaje się odrzucając inne, fajniejsze opcje. Nie zostajesz księdzem odrzucając koks, dziwki i rockenroll. Księdzem zostaje ten, kto został przez wspomniany koks, dziwki i rockenroll odrzucony. Ktoś, kto nie tyle nie potrafi korzystać z życia i czerpać z niego przyjemności, ale także jest na tyle niedołężny, że zwyczajnie go takie życie nie przyjmuje.

Fajni goście, którzy zostali księżmi zrzucają szaty, gdy poznają fajne dupeczki. Podobnie fajne zakonnice podciągają habit, gdy widzą Rutkowskiego. Reszta niedorajd mających problemy ze sobą zostaje tymi księżmi i napawa się swoim namaszczeniem i niezasłużonym uwielbieniem motłochu.

 

Ostatnio w programie Tomasza Lisa była dyskusja o książce księdza Tadeusza Sakowicz-Zaleskiego "Chodzi mi tylko o prawdę?" zwracającej uwagę na problem lobby homoseksualnego w strukturach kościoła. Jest to według niego tak powszechne, że, jak sam na kartach książki przyznał, zna kurię, która cała składa się z pedałów, ale nie powie która. I to wywołało oburzenie, bo według Ewy Czaczkowskiej każda kuria będzie teraz podejrzana o składanie się z pedalstwa i należy konkretnie winnych wskazać palcem. Ten się broni, że tu chodzi o wskazanie problemu, a nie o szukanie winowajców, czynnych homoseksualistów.
A ja tak oglądam i pytam się, jakiego problemu? Oni serio uważają, że to problem? Czy tylko dla mnie "lobby gejowskie" brzmi absurdalnie? Czy to ja jestem jakiś inny? Otóż, o czym już kiedyś pisałem, celibat zawsze będzie powodował, że wśród księży lwią część stanowić będą różnego rodzaju dewianci. Nie można tego obejść.
Kolejna sprawa - czy ksiądz pedał kogoś dziwi? I czy ma to jakiekolwiek znaczenie? Tzn ja rozumiem, że bóg nienawidzi pedalstwa, które sam stworzył, ale, na boga właśnie, przecież w tej religii jest tak wiele absurdów, że w jaki to niby sposób ma robić różnicę? Owszem, parę lat temu wprowadzony został zakaz wyświęcania czynnych homoseksualistów, ale powiedzmy sobie szczerze, jest to zakaz martwy, bo w czymś opartym na hipokryzji takie przypadki nie robią żadnej różnicy.

Tak jak w moim odczuciu pedalstwo jest osobistą sprawą każdego osobnego człowieka (każdy ma prawo się czasem spedalić), tak nóż mi się w kieszeni otwiera, gdy słyszę o kolejnym pedofilskim skandalu w kościele katolickim. Tutaj ci, którzy lubią KrK na Fejsie zakrzykną, że to przecież pojedyncze przypadki są, nie mające żadnego przełożenia na sytuację Kościoła i nie można ich rozpatrywać w kategoriach poważnego problemu. Żryj gówno i zdychaj niegodziwcze! Jest problem, gdy biedni głupi ludzie uważają kościół za instytucję pożytku publicznego, jakiś moralny wzór i ekstremum prawny w ogóle.

Około miesiąca temu polski kościół uznał, że jednak problem istnieje (pokazując środkowy palec fanom stwierdzającym, że jednak nie) i zorganizował specjalne obrady, by się zająć tematem. Tu wyszedł kolejny fail, bo w obradach brał udział biskup-senior Petz. Tak, ten oskarżony o molestowanie kleryków, którego sprawa, jak zwykle została zamieciona pod dywan. Ale niech każdy z obradujących nie mający nic wspólnego z jakimikolwiek "seksualnymi problemami" pierwszy rzuci we mnie kamień. Stawiam stówę, że to kamienowanie przeżyję.

I tu ustalenia rady, bo te są równie urocze.
- ponoć nie będą wydawać pedofili organom ścigania, jeśli ci przyznają się do grzechu podczas spowiedzi, z racji obowiązującej jej tajemnicy
- biskup po stwierdzeniu prawdopodobieństwa pedofilii ma obowiązek odciąć duchownego od kontaktów z dziećmi
- za zgodą Watykanu przenosi się takiego duchownego do stanu świeckiego
- kościół nie będzie płacił odszkodowań ofiarom księży
- kościół wspomoże ofiary duchowo
Dziwią mnie te ustalenia, bo wydaje mi się, że nauczyciel z urzędu traci prawa do wykonywania zawodu oraz automatycznie jest przekazywany organom ścigania. Do tego odcinanie się kościoła od wypłacania odszkodowań? Nie żeby mnie to dziwiło, że nie chcą płacić, ale to tak jakby uchylać się od odszkodowania, gdy na meczu pływackim każe się zawodnikom skoczyć do wrzącej wody. Przykład niby absurdalny, ale podobnie nie wyobrażam sobie, jak mógłbym dopuścić ludzi mających ciężkie problemy ze sobą do pracy z dziećmi. Taniec na ostrzu noża.
W związku z powyższym bez sensu są te kościelne ustalenia, bo tak, jak nie można oczywiście żądać zapłaty kary od kogokolwiek poza winnym jej popełnienia, tak można dochodzić wykazania nieprawidłowości ze strony przełożonych takiego dzieciojebcy. Tak więc i pedofil pójdzie siedzieć i parafia zapłaci, jak trzeba, bo tak skonstruowane jest prawo. Skąd więc te durnowate ustalenia? Nie wiem, ale również nie pamiętam newsa z życia kościoła, który by się do hejtu nie nadawał.

Ciekawostką jest wspomniane wsparcie duchowe, które parafia oferuje ofiarom zboczeńców. Czy tylko ja uważam, że to bezczelne mówić małej dziewczynce "Tak, ksiądz Krzysiek wkładał ci rękę w majteczki, ale ja, ksiądz Marek i bóg nadal cię kochamy". A idźcie wy wszyscy w diabły.

Komentarze   

0 #2 olokk 2014-02-02 01:53
Patryku, jedyny "problem" przy tego typu żądaniach jest taki, że to nie po stronie twierdzącego nieistnienie spada ciężar dostarczenia dowodu. Twierdzisz, że istnieje - to Twoja brocha dostarczyć.

Równie dobrze mogę mówić o istnieniu różowego niewidzialnego jednorożca, ale to ja powinienem udowodnić jego istnienie a nie Ty jego nieistnienie.
Cytować
+1 #1 PdoA 2014-02-02 01:45
Udowodnij mi i kazdemu kto wierzy w stworce,ze jego nie ma.Udowodnij.Ni e jestem zapalonym katolikiem,poni ewaz katolicyzm to moim zdaniem zaklamana sekta,jestem bardziej daleki od ludzkich tradycjii,natom iast wierze i wiem ze istnieje ktos madrzejszy od ludzi,ktory wie po co to wszystko i wie gdzie to zmierza.To tak zwany Bog.Udowodnij ze go nie ma.
Cytować

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież