Zawsze mówiłem, że z naszym szkolnictwem jest nie tak jak powinno być. Nie widzę szczególnego sensu we wprowadzeniu gimnazjów i nie widzę szczególnego sensu w obecnym kształcie szkolnictwa wyższego. Przede wszystkim dlatego, że teraz studentem może być każdy idiota. Że właściwie każdy skończony kretyn studentem być powinien. 

Wiadomo jak to działa. Kończy się podstawówkę, gimnazjum (po co?) i dostaje się pierwsze pytanie - co robić dalej? Oferta w szkołach ponadgimnazjalnych jest bogata, chociaż nigdy nie rozumiałem po co w ten sposób. Sam chodziłem do szkoły o profilu niby informatycznym, niby mieliśmy się uczyć Linuxa, niby to miało być elitarne, a jak doszło co do czego to gówno każdy z tego wyniósł, bo więcej było języka polskiego niż informatyki. A tej też na wysokim poziomie nie uświadczyłem. No nic, liceum przecież nie ma znaczenia w edukacji w sumie. Podobnie jak szkoły ponadgimnazjalne przygotowujące do zawodu. No bo po co spędzać dodatkowy czas w technikum handlowym, skoro przyuczenie do tego zawodu trwa w praktyce tydzień lub dwa? Szczególnie na tak niezaawansowanym poziomie na jakim tam uczą? Nieważne, ważne jest to co po nim!

Po liceum lub technikum stare ciotki oczekują, że dzieciak odpowie im na jakże ważne pytania, bo je tak bardzo życie innych interesuje, gdzie pójdzie na studia? Jak by to miało znaczenie gdzie pójdzie, skoro i tak skończy w korporacji (magazyn lub biuro). Bo jak to tak, że Krzysio nie pójdzie na studia? Przecież taki zdolny był, tylko leniwy. Nikomu nie przyjdzie do głowy zapytać siebie, czy Krzysiowi rzeczywiście te studia są potrzebne i czy rzeczywiście jest leniwy, czy może po prostu tępy?

Modnym parę lat temu było mówienie w mediach, że Polska to rzeczywiście wielka siła na światowym rynku naukowym. Bo przecież mamy tylu absolwentów wyższych uczelni! A zastanowił się ktoś, dlaczego tylu ich jest? I dlaczego tak mały pomimo tego mają Polacy udział w światowej nauce? Ostatnio moja uwagę przykuł news:


"Uznanie Sejmu uzyskała też poprawka PO, która zmniejsza o 250 tys. zł wydatki bieżące na szkolnictwo wyższe. Kwota ta zostanie przeznaczona na utworzenie rezerwy celowej na finansowanie Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie."

Polskie radio

Czy to nie jest niesamowite? Czytając ten news na początku oczy zaświeciły mi się jak pięciozłotówki, a potem zalały się łzami goryczy. Tutaj leży właśnie odpowiedź na postawione przeze mnie pytania: bo są to szkoły bzdur. Tak jak ucięcie wydatków na szkolnictwo wyzsze jest moim zdaniem super pomysłem, bo te szkoły nie są ludziom do niczego potrzebne, tak jeśli czytam, że pieniądze pójdą znowu na uczenie bzdur trafia mnie szlag.

Zawsze mówiłem, że studia wyższe powinny być prywatne, że ludzie powinni bulić za nie hajs. Kiedy o tym mówię to różni idioci zabierają głos, że jak to? Że przecież wtedy studiować będą tylko bogaci! I co z tego? Po prostu bogaci mieliby możliwość uzyskania wykształcenia, bo kto bogatemu zabroni? A dla biednych byłby rozwinięty system stypendialny, bo skoro ktoś jest zdolny, to czemu odbierać mu możliwość studiowania? Kto zostaje na lodzie? Biedni i niezdolni? A po co takim wykształcenie?

Ograniczenie wydatków na uczelnie wyższe i sprywatyzowanie ich to utopia, ale fakt faktem, byłoby naprawdę fajnie. Pozamykanoby bezsensowne szkoły niczego, ludzie musieliby pójść do pracy zamiast tracić czas na uczenie się przez 4 lata bzdur, które zdolni pojmą w tydzień. No i przede wszystkim zająłby się ktoś finansowaniem z moich podatków uczenia bzdur i udawania, że teologia to rzeczywiście temat warty studiowania. To znaczy, niech się uczą jak chcą, ale dlaczego za publiczne pieniądze?

PS.
Dawno tu nic nie pisałem, ale good to be back... :)

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież